Marzena (l.51), Wrocław

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, Aby podarować prezent musisz się

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Aby dodać do ulubionych musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

Anuluj

Zaloguj się, aby zablokować użytkownika

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby dodać do ulubionych

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj
 
Wieża Przeznaczenia - dla wytrwałych


Aparat: Panasonic
Model: DMC-FZ48
Przysłona: f/5.0
Ogniskowa: 4.5mm
Naświetlanie: 10/1250
ISO: 100

Wieża Przeznaczenia - dla wytrwałych
2017.07.01 13:23

Album: grafika
Kategoria : grafika

 

Jeśli dane jest nam następne życie, to cię odnajdę. Tak jak teraz. Czekałam na ciebie i tak będzie za każdym razem. W każdej rzeczywistości.

Nie wierzysz? Pytasz, skąd mam tę pewność? To posłuchaj…

 

Do wieży dotarłam jeszcze sporo przed południem. Jej szczyt niewyraźnie majaczył we mgle. Usiłując objąć ją wzrokiem, perspektywa sprawiała wrażenie, że sięga nieba. Pchnęłam ciężkie, drewniane wrota i niespiesznie, równym tempem zaczęłam wchodzić kamiennymi schodami ku szczytowi. Wewnątrz panował chłód, a ciemność rozpraszało światło wpadające przez niewielkie okna umieszczone na oko, co półpiętra. Nie była to wieża o zwykłej konstrukcji. Niektóre ze ścian tworzyły łuki, a zaraz niespodziewanie natrafić można było na kąty. Im wyżej, tym szłam wolniej, co rusz zatrzymując się przy oknie, oglądałam okolicę. Wydawało się, że co któreś okno, widok powinien się powtarzać. Różnić powinien się tylko perspektywą. Jednak ku mojemu zdziwieniu, z każdego okna widziałam coś innego. Żaden z mocnych punktów krajobrazu nie powtórzył się ani razu. Bardzo to dziwne mi się wydawało i nie umiałam wytłumaczyć sobie, co jest tego przyczyną. Zatrzymując się przy szóstym czy siódmym oknie zauważyłam, że mgła się rozpłynęła odsłaniając jasny błękit nieba z białymi chmurami, jakby doklejonymi. Podmuchy wiatru stawały się coraz wyraźniejsze. Skoro jest wiatr, dlaczego chmury wiszą tak nieruchomo? Oto kolejna dziwność tego miejsca.

Schody nie były równe. W jednym miejscu były węższe i bardziej strome, w innym niskie i szerokie prawie na dwie stopy. Na szczęście przy zewnętrznej ścianie, wzdłuż schodów ciągnął się umocowany gruby sznur, napięty niczym struna, którego można się było przytrzymać. Idąc tak od okna do okna, usłyszałam jakiś nowy dźwięk. Spojrzałam w dół schodów i w górę… Dźwięk najwyraźniej dochodził z góry. Z zadartą głową, ostrożnie stawiałam stopy. Za kolejnym załomem ujrzałam mężczyznę siedzącego na schodach i nucącego coś niewyraźnie. Widziałam jedynie jego ciemną sylwetkę, ponieważ silne światło wpadające przez okno tworzyło jasną poświatę za jego plecami.

- Dzień dobry – odezwałam się pierwsza, próbując jednocześnie zapanować nad przyśpieszonym oddechem. Jakby nie patrzeć, miałam za sobą chyba już z dziesięć pięter.

Nieznajomy gestem ręki wskazał mi miejsce obok siebie. Usiadłam i dopiero wtedy mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Na nogach miał sandały, a obok leżał jakiś tobół, jakby sakwa lub plecak. Spodnie koloru „brudnego”, czyli najpewniej khaki, albo coś koło tego, z dużymi kieszeniami po bokach. Na koszulkę typu t-shirt miał zarzuconą obszerną bluzę z kapturem, także w ziemistych kolorach. Na końcu spojrzałam mu w twarz. Była ukryta pod ciemną brodą i rozwichrzonymi włosami. Jego ciemne oczy przyglądały mi się łagodnie.

- Czekałem na ciebie.

- Na mnie? A skąd wiedziałeś, że przyjdę?

- A skąd ty wiedziałaś, że masz tu przyjść i jak tu trafić?

- Od Sandora – odpowiedziałam bez zastanowienia, jakby to było takie oczywiste.

- Mmm… Od Sandora… oczywiście – zawiesił głos jakby się zamyślił.

- A kim jest Sandor? – rzucił krótko.

- Jak to kim? To podróżnik. Był chyba wszędzie i opowiada najlepsze historie na świecie!

- Taak ? Znaczy bajkopisarz?

- Niee. Nie zmyśla, opowiada o tym co widział, czego doświadczył, tylko nie zawsze tak całkiem wprost. To są naprawdę bardzo ciekawe i wnikliwe historie z życia wzięte.

- Czyli bajkopisarz – stwierdził dobitnie.

-  Ej, o co ci chodzi? Nie powiedziałeś, co to znaczy, że czekałeś na mnie ?

- No właśnie. Czekałem, żeby ci powiedzieć, żebyś nie zawracała. Przed tobą jeszcze sporo do przejścia, wiec idź powoli. Jak do tej pory i nie pij za dużo wody po drodze. Małymi łykami, żeby ci nie zabrakło…

- To jak wysoko jeszcze ?

- A Sandor tego nie mówił ?

Mówił, nie mówił… co to za dziwna rozmowa. Co to za dziwny gość? Wszystko tu jest jakieś dziwne. Po cholerę ja się tu pchałam ? A tak, Wieża Przeznaczenia… Z jej szczytu można zobaczyć swoje życie, w każdej możliwej wersji. Zobaczyć to, co jest moim przeznaczeniem. Jeśli powtórzy się w każdym z widzianych światów, to znaczy, że się nie myliłam, że są stałe na których osnute jest nasze życie. Stałe, którymi są ludzie. Jestem tu, bo chcę zobaczyć ciebie… Chcę wiedzieć, że nie przypadkiem się spotkaliśmy, że jesteśmy sobie potrzebni, by doświadczyć każdej relacji łączącej dwoje ludzi. Ja wiem, że bez ciebie nigdy nie stanę się tym kim jestem i docieram do tego punktu w swoim życiu dzięki tobie. Chcę cię spotykać przez wieczność i poznawać na różne sposoby, wciąż od nowa. Tak jak czyta się książkę po raz enty i wciąż dostrzega coś nowego. W innym świetle widzi się szczegóły, a przez to całą historię, która staje się wielowymiarowa..

- A ty kim właściwie jesteś ? – zapytałam mojego rozmówcę lekko zniecierpliwiona.

- Jestem Vagus… - z uśmiechem na ustach skłonił głowę – ten, który przeszedł tą drogę nie jeden raz. A teraz idź dalej. Już czas.

- Czas? Na co?

- Idź.

No to wstałam. Przy oknie zrobiłam kilka łyków wody i sprawdziłam czy i tym razem widok był inny. Był. Spojrzałam w górę schodów i ruszyłam. Kiedy rzuciłam okiem za siebie, Vagusa już nie było. Nie zastanawiałam się nad tym. Była to kolejna niezrozumiała dziwność.

Przez kolejne piętra nie zmieniało się nic. Schody, okno, schody, kolejne okno, kolejne schody. Znużenie i zmęczenie kazało mi się w końcu zatrzymać na dłużej. Mój stary timex wskazywał godzinę piętnastą piętnaście. A to znaczyło, że szłam już ponad cztery godziny. I nogi mi nie odpadły? Pewnie dlatego, że przystawałam przy oknach. Uświadomienie, że minęło już tyle godzin, sprawiło, że poczułam się głodna i zmęczona. A końca wspinaczki nie było widać. Pewnie gdyby nie słowa Vagusa, zawróciłabym już. Ale skoro pojawił się, żeby tylko to mi powiedzieć, to znaczy, że miałam się tego trzymać. Przypomniały mi się historie Sandora. W nich wytrwałość też przynosiła dobre owoce. Choć sytuacje i bohaterowie nie byli jednoznaczni i można było zwątpić, że prosta droga, to dobra droga. Życie często każe nam kluczyć i błądzić, ale jeśli wstajesz i idziesz dalej w końcu dochodzisz do kresu. Bo cel nie zawsze okazuje się tym do czego zmierzamy.

Postanowiłam trochę odpocząć. Przysiadłam na parapecie okna, wyciągnęłam z plecaka bułkę z pachnącą szynką i dwoma wielkimi liśćmi sałaty. Przyglądając się okolicy powoli jadłam. Wiatr przyjemnie chłodził twarz. Zsunęłam buty ze stóp i dopiero wtedy poczułam, że odpoczywam. Kiedy tak siedziałam, wpadłam na pomysł, żeby wychylić się przez krawędź okna i spojrzeć w górę. Sprawdzić jak wysoka jeszcze może być ta wieża. Ostrożnie się wychyliłam. Najpierw spojrzałam w dół. To nie był dobry pomysł. Na moment zakręciło mi się w głowie i obleciał mnie strach. W dole majaczyły drzewa mikroskopijnej wielkości, rozmyte przez przepływające rzadkie chmury. Nie miałam pojęcia, na jakiej wysokości się znajduję. Wszystko zdawało się takie nierealne, wręcz niedorzeczne. A jednak wszystkiego doświadczałam swoimi zmysłami.

Z jeszcze większą ostrożnością odwróciłam głowę by spojrzeć w górę. Ku mojemu zaskoczeniu, szczyt tej niezwykłej budowli zdawał się być na wyciągnięcie ręki. Starałam się dostrzec okna, dzięki którym mogłabym choć w przybliżeniu określić, ile jeszcze drogi przede mną. Wydawało mi się, że widzę tylko dwa wyłomy, które mogły być otworami okiennymi. Do końca było już tak niedaleko. Poprawiło mi to humor, ale wtedy zauważyłam, że niebo zrobiło się ciemniejsze i chmury zgęstniały. Postanowiłam nie zwlekać, w obawie, że kiedy dotrę na szczyt rozpęta się burza. A tego bardzo nie chciałam. Burza napawa mnie niepokojem, wręcz strachem. Żwawo więc zeszłam z okna, włożyłam buty, zarzuciłam plecak i ruszyłam w górę. Za załomem ujrzałam zupełnie inne schody niż dotychczas. Niemal płaskie jak stół. Szło się po nich bardzo wygodnie, prawie w ogóle nie odczuwając, że idzie się pod górę. Tyle tylko, że się szło, szło i szło. Minęłam jedno okno na płaskiej ścianie i kolejne dwa na łukowatej, aż doszłam do niewielkiego korytarza. Stały tam dwa proste drewniane krzesła i maleńki stolik. Nad nimi małe okienko. Bardziej lufcik, przez który wpadała smuga światła. Z przyjemnością usiadłam na krześle i wyciągnęłam przed siebie nogi. Rozejrzałam się. Sufit zdawał się być zaskakująco nisko. Wystarczyło by stanąć na palcach, by dosięgnąć go palcami. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do półmroku, w głębi dostrzegłam drzwi. Takie same jak te na dole, tyle że nie tak okazałe. Dopiłam ostatni łyk wody, odetchnęłam głęboko i ruszyłam do drzwi. Zdziwiło mnie, że nie ani po prawej, ani po lewej nie wymacałam żadnej klamki. Konsternacja. I co teraz? Zaczęłam macać drzwi jak niewidomy. Pod palcami czułam misterne rzeźbienia. Wyobraźnia podpowiadała mi wzory kiści winnych gron i obraz starej, rzeźbionej szafy, zapamiętany z dzieciństwa. Kształty zdawały się być symetryczne. Na wysokości swoich barków wyczułam dwie duże półkule mieszczące się w moich dłoniach. Odruchowo skupiłam na nich uwagę. Przez chwilę dotykałam ich delikatnie, po czym nacisnęłam. Drzwi jakby drgnęły. Spróbowałam jeszcze raz i znów drgnęły, więc następnym razem zaparłam się całym ciężarem i pchnęłam. Dwa skrzydła ustąpiły i na moment weszłam w rażącą jasność. Pierwsze doznanie było uderzające. Wraz z nim dech w piersiach zaparł mi zimny podmuch silnego wiatru. W tym szumie nie słyszałam nawet własnych myśli. Powoli docierało do mnie gdzie jestem i co widzę. Z lekkim niepokojem robiłam trzy, cztery kroki w stronę wąskich, wysokich okien i cofałam się. Za nimi nie widziałam niczego, prócz zamglonych w oddali wzgórz i nieba na przemian jasnego i chmurnego. Na poly słonecznego i burzowego. Na środku tego tarasu stał okrągły, kamienny stół, a przy nim kamienne ławy. 

Położyłam się na jednej z nich chcąc rozprostować wreszcie kości. Plecak podłożyłam pod głowę i przymknęłam oczy. Dopiero teraz poczułam ogromne zmęczenie. Nawet dudniący wiatr i chłód nie przeszkadzał. Odpoczywałam. Po dłuższej chwili zrobiło mi się jednak zbyt chłodno. Wyciągnęłam z plecaka bluzę z kapturem, szybko ją włożyłam i zaciągnęłam zamek prawie pod szyję, po czym znów położyłam się na szerokiej ławie, jak na szezlągu. Myśli zaczęły odpływać, szum wiatru przycichł, spokojnie oddychałam rześkim powietrzem. Z tego stanu wyrwało mnie wrażenie spadania. Ocknęłam się z przerażeniem. Ale nie stało się nic. Nadal leżałam na kamiennej ławie, tyle że ręka mi się omsknęła i bezwładnie opadła. Zrozumiałam, że zasnęłam. Na jak długo? Spojrzałam na zegarek. Piętnaście po szóstej… Nic mi to nie mówiło, bo nie wiedziałam, która była godzina gdy tu dotarłam. Jednak barwa  wpadającego światła, teraz w odcieniu lekko złotawym, mówiła mi, że straciłam kontakt z rzeczywistością na około godzinę.

I co dalej? Zadawałam sobie pytanie. Jedna z historii Sandora o Wieży Przeznaczenia mówiła, że z każdego okna można zobaczyć swoją alternatywną rzeczywistość, która zawsze jest przyszłością. Ale ja nie widziałam niczego prócz chmurnego nieba z jednej strony i zachodzącego słońca z drugiej i niewyraźnych zarysów tego co w dole aż po horyzont.

Co dalej ? Skoro tu jestem… Jak, gdzie leży odpowiedź? Usiłowałam sobie przypomnieć wszystko, co usłyszałam od Sandora na temat Wieży. Ale nie przychodziło mi nic nowego. A może Vagus wiedziałby coś więcej? Przecież był tu, czekał na mnie. Na pewno zna to miejsce najlepiej. Ale teraz go nie ma. Myśl, myśl… co dalej? Wstałam i przeszłam na drugą stronę stołu. Nic się nie zmieniło dookoła mnie. Nie, coś jednak się zmieniło. Powoli zachodzące słońce i czerwieniejące chmury, dotychczas ciemne i ciężkie, zaczynały się jakby przesuwać. Najpierw wolno, po chwili szybciej, coraz szybciej… Zawirowało mi w głowie i wszystko się rozmyło. Opadłam na ławę, mocno zaciskając powieki i ściskając głowę dłońmi. Przerażenie zaczęło mnie dusić. Czułam że za chwilę przestanę oddychać. Czułam, że przestaję słyszeć i czuć siebie, swoje myśli i swoje ciało. I kiedy już byłam bliska, żeby się rozpłynąć w pochłaniającym mnie wirze, jakieś szarpnięcie, niczym kotwica, zatrzymało mnie w miejscu. Byłam pewna, jeszcze jeden obrót i już by mnie nie było. Na powrót odzyskiwałam swoje ciało i myśli. Wszystko powoli przestawało wirować i choć z trudem, mogłam już rozróżniać kształty w przestrzeni wokół mnie. Jeszcze na wpół rozbieganymi oczyma usiłowałam zatrzymać spojrzenie na nie do końca wyraźnym ciemnym cieniu. Z każdą chwilą obraz się wyostrzał, aż ujrzałam przed sobą Vagusa. Siedziałam ledwo utrzymując się w pozycji pionowej.

Tymczasem Vagus trzymał jedną ręką na moim ramieniu, drugą podtrzymywał policzek. Kiedy udało mi się skupić wzrok na jego twarzy, ogarnęła mnie taka radość, że omal nie rzuciłam mu się na szyję. Czułam, że jeszcze nie mam na to siły, ale mój głupawy, maślany uśmiech dobitnie świadczył, jak bardzo cieszy mnie jego obecność. Przede wszystkim to, że z pewnością on będzie wiedział, co dalej? Jego usta się poruszały, słyszałam dźwięk wypowiadanych słów, ale zrozumienie przychodziło bardzo powoli.

- Już dobrze. Jesteś bezpieczna – jego głos zabrzmiał nisko, dźwięcznie i łagodnie.

- Co to było? – ledwie słyszalnie wydusiłam z siebie.

Usiadł obok mnie i objął troskliwie ramieniem. Bijące od niego ciepło znosiło wszelki niepokój. Oparłam głowę na jego piersi i wydawało mi się, że nie mogło być nic lepszego co mogłoby mi się przytrafić w tych okolicznościach. Na chwilę zapomniałam o wszystkich pytaniach: gdzie, jak i dlaczego. Ta chwila spokoju była niczym azyl w czasie pustynnej burzy. Przy jego miarowym oddechu udało mi się wyrównać także swój oddech.

- Vagus ?

- Ciii, nic nie mów. Jestem przy tobie.

- To było takie realne…

- Ciii, tego już nie ma. Nie wracaj do tego.

Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu, aż w końcu mogłam się już od niego odkleić i zacząć jasno myśleć.

- Powiesz mi co to było? – zapytałam spoglądając w jego ciemne oczy, głębokie niczym studnia. Nie było w nich cienia niepokoju ani mroku. Miałam ochotę dotknąć jego twarzy, zarośniętej brody i ust, jego mocnych przedramion i dłoni o smukłych palcach i śniadej skórze, ale powstrzymałam się, uznając taki gest za niestosowny.

- To był czas.

Czas? Jak to czas? Ten wir, to rozpływanie się w nicości, to dojmujące uczucie zanikania? Tak wygląda czas? Niczym przyspieszony film, aż do rozmazania się wszystkich klatek?

Vagus wstał i biorąc mnie za rękę podprowadził do najbliższego okna. Było wysokie, strzeliste, wykończone łagodnym łukiem. Przed runięciem w dół chroniła niewysoka kamienna balustrada. Przywarłam do niej kurczowo, zacisnąwszy na niej dłonie. Kiedy strach wprawił moje ciało w drżenie, Vagus stanął za mną otaczając mnie ramionami. I znów jego ciepło mnie uspokoiło.

- Spójrz, tam w dole – szepnął mi do ucha. Zamglony obraz zaczął stawać się wyraźniejszy i bliższy. Mogłam rozróżnić domy, drzewa, ulice, a nawet ludzi. Wśród nich rozpoznałam siebie, a obok jasnowłosego chłopaka. Tak. To byłeś ty. Szliśmy ulicą trzymając się za ręce. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Mięliśmy może po dwadzieścia lat. Niemal fizycznie poczułam wzajemne zapatrzenie w siebie. Patrząc na stroje ludzi nie byłam w stanie określić czasu ani miejsca. Czy była to przeszłość, przyszłość ?

Kiedy w pełni zrozumiałam co widzę, Vagus podprowadził mnie do następnego okna i znów kazał spojrzeć w dół. Jak poprzednio z każda chwilą obraz stawał się wyraźniejszy.

Tym razem ty i ja, niewiele starsi, byliśmy w dużym pokoju jakiegoś domu i bardzo się kłóciliśmy. Nagle w oddali rozległ się płacz dziecka. Wtedy wyszedłeś trzaskając drzwiami, a mnie płynęły łzy po policzku. Wszystko jakby działo się w teraźniejszości. Rozpoznawałam twój dom i tylko to dziecko mnie zaskoczyło.

Nim doszłam do siebie, Vagus pociągnął mnie do kolejnego okna. Kobieta w średnim wieku daje nam przygotowane kanapki. Chowamy je do szkolnych tornistrów. Zakładamy stylonowe bordowe fartuszki szkolne i wybiegamy z domu przez ogród. Jesteś wyższy i szybciej dobiegasz do furtki. Jesteś trochę starszy ode mnie. Nazywasz kobietę mamą, ale przecież to moja mama. „Opiekuj się siostrą”, słyszę jej głos. Jesteśmy rodzeństwem?

W następnym oknie zbliżający się obraz ukazuje mi dwoje ludzi kochających się w wielkim łożu. Z zawstydzeniem znów widzę nas oboje. Zmęczonych i szczęśliwych. Po chwili całujesz mnie delikatnie i mówisz, że musisz już iść. Bo żona na ciebie czeka… Co za kanał! Jestem zdegustowana.

Jeszcze w następnym, widzę dojrzałego mężczyznę trzymającego na kolanach małą dziewczynkę. Coś jej tłumaczy, tuli ją i całuje w czoło. W dziewczynce rozpoznaję siebie. Ale dlaczego ty jesteś taki „stary”? Nagle dziewczynka zeskakuje z twoich kolan, ciągnie cię za rękę i woła: tatusiu, zobacz… To już dla mnie szok!

Wreszcie widzę znajomy widok. Ty i ja idziemy obok siebie aleją w milczeniu. Niespodziewanie bierzesz mnie za rękę. Mocnym uściskiem chcesz wyrazić wszystko czego się nie da wyrazić słowami. Oddaję ten uścisk i chciałabym aby trwał wiecznie. Nie potrzeba mi nic więcej. Nazywasz mnie swoim przyjacielem. Dla mnie to tylko i aż…

Kiedy Vagus po raz kolejny pociągnął mnie do kolejnego okna, zaparłam się. Czułam, że wszystko już zrozumiem i że mam dość. Nie chcę już widzieć kolejnego wariantu naszej znajomości. W każdym jesteś tak istotną częścią mojego świata. Jesteś częścią mnie. Jakbyś mnie kształtował i stwarzał. Czy jako pierwsza miłość, braterska, dziecka do rodzica, czy kochanka, czy przyjaciela, pragnę cię jednakowo silnie. I to pragnienie sprawia, że odnajdę cię wszędzie.

Wtedy dopadła mnie porażająca myśl, która omal nie zwaliła mnie z nóg. A jeśli ty wcale tego nie pragniesz? Jeśli moje pragnienie jest tak silne, że ma władzę nad twoim niepragniem mnie? Czy może tak być, że tobie nasza znajomość nie daje takiej radości jak mnie?

Z tymi wszystkimi wątpliwościami spojrzałam na Vagusa. Nie wiem co zobaczył w moich oczach, ale odpowiedział jakby czytał w moich myślach.

- Ludzie są jak elektrony dodatnie i ujemne. Nie wszystkie się przyciągają. Jak widzisz, w każdej rzeczywistości ty i on, zawsze znajdujecie drogę do siebie. Za każdym razem, choć nie za każdym jest łatwo… Mógłbym pokazać ci jeszcze wiele okiem, ale chyba już nie muszę. Rozumiesz?

Tak, zrozumiałam.

Bez słów otworzył przede mną drzwi i wszedł ze mną w mrok. Kiedy znów oślepiła mnie jasność, jego już nie było. Głuchy łomot zamykanych drzwi kazał mi się odwrócić. Patrzyłam na ciężkie, drewniane, pięknie rzeźbione wrota. Stałam, podziwiałam przepełniona   spokojem.

Teraz już miałam tę pewność, że nasza znajomość nie ma końca i było to najprzyjemniejsze odczucie od wielu lat.

 

Na skraju lasu, nieopodal szumiących wzgórz, stała wieża… Wieża Przeznaczenia, jak mówił Sandor. I nie kłamał.

 

 

Oceń i poleć wpis:

 
39
Zamknij

Zaloguj się, aby ocenić ten wpis.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Zaloguj się, aby dodać to zdjęcie do ulubionych.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Zaloguj się, aby zaproponować to zdjęcie do wyróżnienia.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Więcej  

Poleć

Poleć to zdjęcie znajomym

Wieża Przeznaczenia - dla<br /> wytrwałych :: 
 
Jeśli dane jest nam na<br />stępne życie, to cię odna<br />jdę. Tak jak teraz. Czeka<br />łam na ciebie i tak

Podaj swój adres e-mail

Podaj adresy e-mail znajomych

Napisz wiadomość

Przepisz kod z obrazka:

Anuluj

 

Link do wpisu
Poleć na forum
Wyślij e-mailem Dodaj do Facebook Dodaj do Google plus Dodaj do Pinterest Dodaj do twitter wykop
Zamknij
Google
 
0
Facebook
 
0

Najwyżej oceniony komentarz:

1 miesiąc temu
Przyszedłem tu raz jeszcze sobie poczytać :)

Twój komentarz:

Skomentuj
Starsze komentarze

Galeria autora

upał...
5 dni temu
7 dni temu
11 dni temu
Niewinność i niezdecydowa<br />nie
20 dni temu
zielony mosteczek
21 dni temu
23 dni temu
wszystkie

Ulubione blogi

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, Aby podarować prezent musisz się

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Aby dodać do ulubionych musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

Anuluj

Zaloguj się, aby zablokować użytkownika

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby dodać do ulubionych

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj
rozwiń ▼